Ja i moja mama na dworcu kolejowym w Edi
Moi rodzice na zamku
Przerwa w zwiedzaniu i kawa/ herbata w jednym z licznych,
tutejszych pubów
Widok ze wzgórza Calton na miasto i zatokę
Następne dwa dni poświęciliśmy Glasgow i Paisley. Mimo tego, ze Glasgow jest miastem typowo przemysłowym i po prawdzie, w moim odczuciu, mało turystycznym, to mojej mamie przypadło bardzo do gustu. Trzymaliśmy się (podobnie jak w Edynburgu) ścisłego centrum + odwiedziliśmy Kelvingrove museum.
Główna ulica Buchanan
Kelvingrove
Ja i jelonki w jednej z sal tematycznych muzeum <3
...i w centrum Paisley z mamą <3
Kolejne nasze cele, to były okoliczne miasteczka Stirling oraz Ayr. Pierwsze pokochałam niegdyś za zamek, który niestety zobaczyliśmy tylko z zewnątrz. Nie wpuścili nas nawet na dziedzińce zamkowe, bo są objęte biletem do muzeum. Mnie, przy poprzedniej wizycie, jakimś cudem udało się je zobaczyć BEZ biletu (zmiana zasad?). Wszystko byłoby ok, zapłaciłabym, ale akurat tego dnia nie wzięłam ani karty, ani gotówki ze sobą. Jestem za to na siebie zła. Moi rodzice powiedzieli, że i bez tego wycieczka się udała, lecz ja uważam, że mogło być jeszcze lepiej i atrakcyjniej. Co do Ayr, to będę wspominać tą wyprawę do końca życia w samych pozytywach. Cudowne miejsce, piękna plaża, słońce i śmiech. Innymi słowy idealnie spędzony dzień.
Tata spokojnie kontemplował okolicę..
...a mama szalała!
Ja żałuję, że nie zmoczyłam nóżek ;_;
Aż szkoda było wracać do domu, ale niestety wszystko
co dobre, kiedyś się kończy. Także dobrze spędzony, wspólny czas.
Tydzień pobytu moich rodziców minął szalenie szybko. Za szybko. Ciężko było wrócić do pracy. Niemniej pociesza mnie perspektywa mojego przylotu do Polski za równe 3 tygodnie. Doczekać się nie mogę!











